|
Biskup Nikolaus Messmer, S.J., Apostolski Administrator w Kirgistanie
Adres:
Telephone: (312) 217 832 E-mail: nikmessmer@hotmail.com
Apostolska Administartura w Kirgistanie w Catholic-Hierarchy
|
![]() |
|
"Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię" Mk 16,
Większość ludności to muzułmanie - choć nie można powiedzieć, żeby Kirgizi byli szczególnie przywiązani do swojej wiary. Chrześcijaństwo w Kirgizji pojawiło się we wczesnym średniowieczu, kiedy przybyli tutaj nestorianie. Do dnia dzisiejszego zachowały się na Jedwabnym Szlaku ich klasztory. W XIII-XIV misjonarze - franciszkanie podjęli próby ewangelizacji tutejeszych narodów. Współcześnie pierwsi katolicy pojawili się w Kirgizstanie pod koniec XIX - byli to polscy i niemieccy osadnicy. Jednym z nich był słynny podróżnik Przewalski. W latach 30 i 40-tych XX wieku dzisiątki tysięcy katolików: Polaków, Ukrańców, Niemców, Litwinów i Koreańczyków - zostało zesłanych przez Stalina do Kirgizji. Jeden z największych punktów zbiorczych armii Andersa mieścił się Dżalalabadzie, który stał się słynny w całym świecie w marcu 2005 roku, bo właśnie tutaj rozpoczęła się rewolucja, która pozbawiła władzy prezydenta Askara Akajewa. Pod koniec lat 50-tych niemieccy katolicy podjęli próbę założenia parafii niedaleko od stolicy. Niestety bardzo szybko ich dom modlitwy został zlikwidowany, a ksiądz i kilku aktywnych parafian aresztowanych. W latach 60-tych udało się już założyć legalną parafią i wybudować w Biszkeku niewielki kościółek, jak do tej pory jedyny w Kirgizji. Proboszczem był przez długie lata były więzień łagrów Ks. Michael Köhler i aż do lat 90 większość parafian to byli Niemcy. Pod koniec lat 80-tych opiekę nad katolikami w Kirgziji wzięli na siebie jezuici. W Kirgizji pracuje 13 misjonarzy (ksieży i sióstr zakonnych), w tym trzech Polaków: Ks. Jerzy Jędrzejewski z diecezji warszawskiej, i dwaj jezuici: Ojciec Krzysztof Korolczuk i brat Damian Wojciechowski.
Główną przyczyną ostatniej rewolucji jest niewątpliwie straszna bieda, która szczególnie dotyka prowincji. Większość mieszkańców jest bezrobotna i żyje dzięki uprawianiu przydomowych ogródków. Emeryci otrzymują około 5-10 $ miesięcznie - za 1 $ można kupić 10 małych chlebów. Kobiety pracujące w polu po 10 godzin przy 40 stopniowym skwarze otrzymują 1 $ dziennie i taką zapłatę uważa się za nienajgorszą. Wiele dzieci jest bezdomnych lub pracuje zamiast się uczyć. Na wsi praktycznie nie działa służba zdrowia, a w mieście za wszystko trzeba płacić. Spotykałem się z przypadkami, kiedy ludzie osobiście robili sobie operacje przy pomocy noży kuchennych. Alkoholizm i kryzys rodziny to ogromne problemy będące spadkiem po 70 latach komunizmu, które w dużej mierze dotykają także katolików. Dodatkowym problemem są uchodźcy z Tadżykistanu (gdzie na początku lat 90 trwała kilka lat wojna domowa, która pochłonęła dziesiątki tysiecy ludzkich istnień), z południa Kirgizstanu i z Uzbekistanu.
Najważniejsze dla tych ludzi jest to, że ktoś o nich pamięta i ich lubi. Mamy
pozwolenie odzwiedzać 12 więzień: w tym także więzienie dla kobiet i dla
niepełnoletnich. W dwóch więzianiach mamy grupy modlitewne, gdzie więźniowe
regularnie się spotykają, a my głosimy im konferncje o modlitwie i Biblii, a
także przygotowujemy do sakramentów - szczególnie do spowiedzi. W więzieniu
kobiecym mamy trzy takie grupy - w tym także w części przeznaczonej dla
chorych i dla kobiet z dziećmi. Dużym problemem w więzieniach jest wyżywienie
i odzież. Matki prosiły nas ostatnio o mydło dla swoich dzieci. Na dzienne
wyżywinie więźnia przeznaczona jest równowartość jednego bochenka chleba.
Bardzo wielu więźniów choruje na gruźlicę. Trzeba też powiedzieć, że do
więzienia trafiają nie tylko winni, lecz także ci którzy nie byli w stanie dać
łapówki milicji, prokuratorowi albo sędziemu.
W domu starców
w Dżalalabadzie żyje zupełnie samotna Pani Regina Buczek, która w 1944 roku
wyjechła z Polski, z Łukowa. Wkrótce zmarł jej mąż, a potem jedyne dziecko na
malarię. Potem pracując przy wyrębie tajgi na północy Syberii, niedaleko od
Norylska, straciła palec. Przejechała na południe Kirgzistanu i całe życie
pracowała w stołówce - kiedy komunizm upadł, jej fabryka została zlikwodowana,
zaginęły wszystkie dokumenty (ZUS, a nawet dowód osobisty) i jeszcze kilka lat
pracowała za jedzenie i mieszkanie w prywatnym barze. W domu starców otrzymuje
miesięcznie jedno mydło, dwie rolki papieru toleatowego i 8 somów (około 20
centów), za które może kupić 1,5 bochenka chleba. Utrzymuje się przy życiu,
myjąc zmarłych pensjonariuszy i piorąc ubrania tych, którzy są obłożnie chorzy
i mają jakieś pieniądze. Pomagając tym wszystkim ludziam nie ma dla nas
różnicy czy pomocy potrzebują katolicy, protestanci, muzułmanie czy
prawosławni. |
Webmaster:
jkaleta@nursat.kz